25.01.2018

TROSZKĘ WIETNAMU

 

Odrobinkę wietnamskiego ducha poczujecie w naszym daniu Bun Chay. To aromatyczna ciepła przekąska, która jest po części sałatką i zupą. To idealna propozycja dla osób ceniących lekkie, zdrowe i pożywne jedzenie. Wspomnianą „lekkość” zawdzięczamy baby szpinakowi, który w/g medycyny chińskiej buduje krew, pomaga w leczeniu suchości organizmu i wspiera pracę jelit. Jest bogaty w chlorofil i żelazo, a także witaminę A, której niedobory są dość powszechne w naszych czasach.

W Azji Południowo – Wschodniej, gdzie geograficznie usytuowany jest Wietnam bardzo popularny jest szpinak wodny, którego smak jest dość podobny do rodzimych europejskich odmian. Z żywiołem wody związana jest też oryginalnie wietnamska sztuka teatru lalek na wodzie, o której pierwsze zapiski datowane są na XII wiek. Pierwotnie te „wodne spektakle” odgrywane były przez chłopów ku czci bóstw natury w opiece nad rozległymi uprawami ryżu, które po dziś dzień stanowią podstawę gospodarki tego kraju.

W Bun Chay jest także sałata rzymska, którą stosuje się w leczeniu bezsenności i także jest bogata w witaminę A, oraz kiełki słonecznika – pełnowartościowe białko roślinne wspierające regenerację tkanki mięśniowej, tak jak duża ilość witaminy D. Na talerzu możemy też odkryć świeżą miętę i bazylię – innymi słowy miska pełna życiodajnych ziół. W razie niestrawności czy braku apetytu w naszym daniu jak na posterunku czuwa ukryta w wywarze trawa cytrynowa, której działanie pomaga w leczeniu tych schorzeń. A te białe niteczki, to nic innego jak makaron ze słodkich ziemniaków, które same w sobie są dobre we wzmacnianiu witalnej energii „Qi” naszego organizmu i dobrze wpływa na nerki, które są magazynem siły życiowej.

Pagoda Linh Phuoc – Wietnam to kolorowe, bogato zdobione pagody. Do stworzenia mozaik w Linh Phuoc wykorzystano między innymi 12 tysięcy butelek po piwie. Fot: Iga Czubak

 

Do tak wyśmienitego dania polecam książkę wybitnej postaci – mnicha buddyjskiego Thicha Nhat Hanha, płodnego autora, niestrudzonego orędownika światowego pokoju i aktywisty, który w książce „Każdy krok niesie pokój” napisał: „Co rano, kiedy się budzimy, czekają na nas dwadzieścia cztery nowiutkie, jeszcze nie napoczęte godziny. To bardzo cenny dar! Mamy szansę przeżyć je w taki sposób, by przyniosły nam i naszym bliźnim pokój, szczęście i radość.”

Prostota, skromność i bezpretensjonalność w jego książkach to idealne antidotum na pośpiech i powierzchowność „płynnej rzeczywistości” jak określił kiedyś naszą cybernetyczną współczesność Zygmunt Bauman. Innym wietnamskim mnichem, który dość mocno zapisał się w zachodniej świadomości był Lam Van Tuc, którego płonące ciało uwiecznione na fotografii Malcolma Browne trafiło do świadomości młodzieży lat 90 – tych za sprawą okładki debiutanckiego albumu zespołu Rage Against the Machine. Za to zdjęcie Malcolm nowojorski dziennikarz otrzymał nagrodę Pulitzera w 1964 roku, Browne swoją karierę zaczynał jako reporter podczas wojny w Korei. Lam Van Tuc spalił się w akcie radykalnego protestu przeciw prześladowaniom buddyjskiej społeczności podczas rządów katolickiego prezydenta Ngo Dinh Diema.

O tym bezprecedensowym tragicznym wydarzeniu David Halberstram dziennikarz New York Times napisał:

„ (…) płomienie wychodziły z istnienia ludzkiego; jego ciało powoli schnęło i marszczyło się, jego głowa czerniała (…). W powietrzu było czuć zapach palącego się ludzkiego ciała; ludzkie życie spaliło się tak szybko. Za mną płakali Wietnamczycy, do których dopiero teraz tak naprawdę dotarło, co się stało. Byłem za bardzo zszokowany, aby płakać, za bardzo zdezorientowany, aby zadawać jakiekolwiek pytania i dociekać, za bardzo oszołomiony, aby o czymkolwiek myśleć… Kiedy się palił, nie poruszył nawet ani jednym mięśniem, nie wydał ani jednego dźwięku, jego zewnętrzny spokój tak bardzo kontrastował z jęczącymi ludźmi otaczającymi go. ”

Historia Wietnamu to niekończąca się walka o niepodległość i prawo do samostanowienia. Wybitną postacią w najnowszej historii tego kraju był bez wątpienia Hồ Chí Minh pierwszy prezydent wolnego Wietnamu. Ciekawostką gastro jest fakt, przyszły dyplomata i polityk pracował podczas pierwszej wojny światowej jako hotelowy kucharz w Londynie. Tak kuchnia kształtuje charakter.
Za jego życia Wietnam był częścią tzw: „Indochin Francuskich” czyli jedną z kolonii francuskiej w Azji Południowo – Wschodniej podobnie jak Laos i Kambodża. Od XIX wieku Francja „posiadająca” już afrykańskie kolonie była wciąż „głodna” nowych ziem. Warto obejrzeć film francuskiego reżysera Régisa Wargniera „Indochiny”, który w 1993 roku otrzymał Oskara i Złoty Glob za najlepszy film zagraniczny. Tłem opowieści są burzliwe losy Wietnamu pierwszej połowy XX wieku i to właśnie w tym okresie Hồ Chí Minh został zaocznie skazany na karę śmierci przez francuskich urzędników by w kilkanaście lat później w 1945 roku proklamować powstanie Demokratycznej Republiki Wietnamu.

 

Stragan – świeże warzywa, owoce i zioła to podstawa wietnamskiej diety, dzięki czemu wszędzie są łatwo dostępne. Fot: Iga Czubak

Już rok później wybuchła trwająca 9 długich i smutnych lat wojna, a jej konsekwencją był podział Wietnamu na dwa odrębne państwa, których linią demarkacyjną jest 17 równoleżnik. Większość z nas kojarzy Wietnam za sprawą amerykańskich filmów o wietnamskiej wojnie wypełniających kadry śmiercią i cierpieniem – w istocie było to geopolityczna walka o wpływy i dominację pomiędzy Blokiem Wschodnim a Zachodem w latach 1957 – 1975.

Do wydarzeń tych nawiązuje wietnamska pisarka Kim Thúy mieszkająca obecnie w Kanadzie w swojej głośnej powieści „Ru”, która była uciekinierką z pożogi wojny w łodzi, co zasłynęło określeniem: „boat people” i opisująca losy wietnamskich uchodźców jak w poniższym fragmencie: „Historia Wietnamu, ta Historia przez duże H, pokrzyżowała plany mojej matki. Trzydzieści lat temu, zmusiwszy nas do przepłynięcia Zatoki Tajlandzkiej, wyrzuciła znaki diakrytyczne z naszych imion do wody. Pozbawiła też nasze imiona sensu, sprowadzając je do dźwięków zarazem obcych i dziwnych dla francuskiego ucha.” oraz: „Urodziłam się pod kopułą tych niebios ozdobionych ogniami sztucznymi, udekorowanych świetlistymi girlandami, poprzecinanych torami pocisków artyleryjskich i rakiet. Urodziłam się z zadaniem zastąpienia tych, co zginęli.”

 

Ulica Hanoi – pełne życia i zapachów pysznego jedzenia, ulice w Hanoi zachęcają do krążenia po mieście w poszukiwaniu idealnego obiadu, małej kawiarenki w odległym zaułku czy sławetnego bia hoi, zapewniając niezapomniane wrażenia. Fot: Iga Czubak

Zawsze interesował mnie kontekst danej kuchni – tak zwane zaplecze wpływ kultury, historii, polityki. Dlatego brakuje mi poruszania kwestii kulinariów w pogłębiony sposób ukazujący złożoność sztuki kulinarnej, która nigdy nie funkcjonuje w oderwaniu od ludzi, którzy ją tworzą, a ich los determinuje ogrom czynników. Nasza kultura staje się upośledzona poprzez procesy oddzielania i separacji, którym brakuje szerszego bardziej holistycznego postrzegania – rzeczywistości jako dynamicznego procesu zmian i współzależności zjawisk. Właśnie ten aspekt jest absolutnie unikatowy w starożytnych systemach wiedzy, które doprawdy zasługują na uwagę dzięki swojej uniwersalności, bowiem natura ludzka przekracza usytuowanie geograficzne, uwarunkowania społeczne i polityczne. Sztuka kulinarna jest najbardziej namacalną manifestacją ludzkiej troski o życie, gościnności i pokoju. Kuchnia jarska, wegetariańska i wegańska dodaje do naszego zdrowia i życia, zdrowie i życie innych istot wskazując na ich prawo do szczęścia i unikania cierpienia. Tego chcemy jako ludzie i to także powinniśmy umieć ofiarować pokój naszym czworonożnym braciom. Wojna i przemoc zawsze jest gwałtem na ludzkiej naturze.

 

Pola ryżowe – soczyście zielone pola ryżowe są stałym elementem krajobrazu Wietnamu. Fot: Iga Czubak

Rozumiał to twórca David Zeiger, który napisał, wyreżyserował i wyprodukował film „Sir! No Sir!”, którego główną osią był ogromny antywojenny ruch podczas wojny w Wietnamie, który jako jeden z wielu przyczynił się do dziejowej zmiany jaka nastąpiła pod koniec lat sześćdziesiątych i na początku siedemdziesiątych. Część tych protestów odbywała się w wojskowych kantynach i kawiarniach, gdzie żołnierze z dala od nadzoru dowódców mogli dzielić się swoimi wątpliwościami i frustracją wynikającą z ról jakie przypadły im w udziale. Pewnie wielu z was pamięta charyzmatycznego radiowca, w którego rolę wcielił się Robin Williams w filmie „Good Morning, Vietnam” i jego genialne audycje, które były solą w oku woskowych sztywniaków z pagonami. Na szczególną uwagę zasługuje kultowy już film Stanleya Kubricka „Full Metal Jacket”, który ukazuje w nieco karykaturalny sposób realia koszarowego życia podczas wietnamskiej wojny, by w drugiej części ukazać przerażające konsekwencje moralne, fizyczne i psychologiczne tak okrutnego i bezdusznego warunkowania jakim jest trening wojskowy. Bohater filmu jest odwzorowaniem żywego człowieka, który nazywał się Gustav Hasford i był korespondentem wojennym w Wietnamie, a jego książka opisująca te doświadczenia „The Short – Timers” stanowiła podstawę scenariusza do filmu Kubricka.

Tak ciekawa by była pamięć ziemi zapisana w ziarenku ryżu. Obrazy, uczucia – losy kraju i jego mieszkańców, którzy z uśmiechem sprzedają swoje pyszności na ulicach Ho Chi Minh wcześniej znany jako Sajgon, czy drugiego co do wielkości Hanoi, ciesząc się z chwil spokoju i normalności pamiętając jednak że pyszna zupa smakuje inaczej kiedy człowiek człowiekowi staje się wrogiem. Jak w powieści „Ptasiek” Williama Whartona, gdzie pomiędzy dwoma przyjaciółmi weteranami wietnamskiej wojny pada następujące zdanie:

„Upodabniamy się do tych, z którymi walczymy. Jak kanibale, którzy zjadają kawałek ciała przeciwnika, aby wchłonąć w siebie jego odwagę.”

Zatem jak napisał Thich Nhat Hanh – niech każdy krok niesie pokój. Czego wszystkim życzę.

 

Tekst: Marcin Piniak / wegeguru.pl

Galeria